Migawki z 2018 – spóźnione podsumowanie

Rok 2019 zaczął się już na dobre i nadszedł czas na kolejne plany wyjazdowe. Mamy coraz więcej pomysłów na miejsca, które chcielibyśmy odwiedzić – i wygląda na to, że już niebawem uciekniemy na trochę z zatłoczonej i zabieganej Warszawy. Mając świadomość karygodnego opóźnienia, które można tłumaczyć tylko szaroburą rutyną, zamykamy ostatecznie rok 2018 krótkim podsumowaniem!

Pokażemy Wam kilka migawek z miejsc, które wyjątkowo zapadły nam w pamięć. Z powodów różnych i chyba dobrze znanych każdemu, kto lubi wyskoczyć gdzieś w (mniej lub bardziej) nieznane. Zobaczcie, gdzie nas poniosło!

Najbardziej na wariata – Soko

Marzec. Jest takie miejsce w Polsce, gdzie lubię wracać i będę wracać jeszcze nie raz. Sokołowsko to mała miejscowość za Wałbrzychem, mieści się w Górach Kamiennych. Kiedyś sobie pomyślałam: Tu zabiorę kogoś wyjątkowego! I zabrałam. Tyle że zamiast wymarzonych kilku dni mieliśmy weekend na wariata. Włącznie z kiepskim dojazdem (rozświetlony pociąg i przesiadka w środku nocy nie sprzyjają wypoczynkowi przed całym dniem marszu), przez sporą liczbę miejsc do zobaczenia (i góry, i miasteczko, i trzy zamki), po rezygnację z części planów ze względu na moją kontuzję. Niemniej jednak – wyjazd udany. Tylko trzeba wrócić! Więcej o Sokołowsku znajdziecie TUTAJ.

Najgorsza pogoda – Praga

Październik. Od dłuższego czasu planowany i wyczekiwany wyjazd – dobre nastawienie, wielkie nadzieje. Na horyzoncie Złota Uliczka, Hradczany, most Karola, Stare Miasto, Josefów… A tu deszcz, zimno… Szaro, buro i ponuro. Zobaczyliśmy, co było trzeba, ale kiepskie samopoczucie nie dawało nam cieszyć się z piękna dookoła. Prawdę głosi piramida potrzeb Maslowa, że bez zapewnienia podstawowych potrzeb (zabezpieczenie przed czynnikami atmosferycznymi) nie da się zajmować estetyką i kulturą. Bardzo chcemy uznać wyjazd do Pragi za udany, ale trzeba będzie jeszcze tam wrócić, aby w bardziej sprzyjających okolicznościach przyrody cieszyć się wszystkim, co oferuje to piękne miasto.

Najlepsza przygoda – Beskid Niski

Grudzień. Ten moment, gdy jedziecie z przyjaciółmi na sylwestrowy wyjazd autkiem i nagle postanawiacie znaleźć się po drugiej stronie rzeki. Są w Polsce takie miejsca, gdzie droga prowadzi brodem przez rzekę, a nie nad nią… Wy jesteście (prawie w komplecie) susi, ale kierowca i auto lądują w wodzie… A zmierzchać będzie już niedługo, wokół cisza i las, a ludzie stojący na brzegu kręcą głowami i mamroczą: My wam już nic nie pomożemy… Tylko dzięki pomocy innych wspaniałych ludzi, do których udało nam się ostatecznie dotrzeć, nie zostaliśmy w sercu dzikiego Beskidu Niskiego na noc, w mrozie i z autem w rzece. O Beskidzie Niskim przeczytacie u nas już niebawem – tam ponoć się tylko wraca. 😉

Największe zaskoczenie – Warszawa

Listopad. Kiedy mieszkasz w Warszawie i Twoja droga do pracy polega na oglądaniu czyichś pleców w autobusie albo tuneli w metrze, chcesz wierzyć, że gdzieś jest inaczej. I wreszcie trafiasz na obrzeża stolicy – w te miejsca, których niektórzy nie chcą w ogóle Warszawą nazywać. Jesteś w świecie drewnianych domków, kolorowych okiennic i świadomości, że zatłoczone centrum, zapchany autobus i nowoczesny Mordor są naprawdę daleko. A jednak w tej samej Warszawie.

Najciekawsze odkrycie – Krzemionki

Lipiec. Okolice Ostrowca Świętokrzyskiego. Jedziemy remontowaną drogą, dookoła zwykłe zabudowania, zwykły las. Budynek nowoczesny, ale z doświadczenia nie chcemy nastawiać się ani dobrze, ani źle. Przy kasach wystawa, typowo muzealnie ale ładnie – lubię takie rzeczy. O czasie przewodnik zaczął swoją opowieść i z każdą chwilą było coraz ciekawiej. Oto tam są pozostałości ponad 4000 kopalni gdzie najstarsze są sprzed prawie 6 tysięcy lat! Prehistoria o której mało kto wie. Wydobywano tu krzemień pasiasty, ten obecnie znany z koralików i ozdóbek, ówcześnie bardzo ważny surowiec. To był jeden z najważniejszych ośrodków wydobywczych w Europie, a wyroby znajdowane są nawet 660 km dalej (bez pociągów, autostrad i kurierów). Oprócz samej świadomości miejsce jest niezwykle ciekawe (w lesie widać doły i kopce pozostawione przez prehistorycznych górników) i piękne (podziemny biały korytarz i czarne buły krzemienia), a do tego można tu zobaczyć prawdziwe, neolityczne malowidło naskalne.

Najgorszy nocleg- Łowicz

Maj. Wszystko pięknie – miasto o wspaniałej tradycji, ładne rynki, piękna okolica, rewelacyjny skansen (a jaki obiad tam dają, panie!)… Tylko fajnie by było się przespać. Trafiliście kiedyś w miejsce, gdzie trwa wieczna impreza? My niestety tak. I żadne zatyczki w uszy, żadne meliski na dobry sen nie pomagają. Oj, to była ciężka noc. Na pewno niepolecana przed kolejnym dniem rowerowej wycieczki. Uratował nas tylko pociąg. I dobre wrażenie, które zrobiło na nas miasto!

Najlepszy wyjazd – Bieszczady

Bieszczadzki klasyk - połoniny
Bieszczadzki klasyk – połoniny

Sierpień. A na koniec ten moment, kiedy wszystko jest piękne i cudowne. Wakacje. Wakacje z prawdziwego zdarzenia. Gdy wokół Ciebie jest tylko zieleń i spokój, a punkty zaznaczone na mapie stają się rzeczywistymi miejscami. Tak, Bieszczady są na wszystkich memach. I słusznie. Z cudownymi widokami z zielonych szczytów. Z połoninami, na których piździ jak w kieleckiem, ale i tak chcesz tam zostać. Z ludźmi, do których samochodu wsiadasz i w ciągu tych kilkunastu czy kilkudziesięciu minut poznajesz ich styl życia, dostajesz świetne rekomendacje muzyczne lub po prostu jesteś i jesteś słuchaczem – gorzkiej niekiedy – ich historii.

 

Tak było. I oby w 2019 było lepiej!


PS Jesteśmy świadomi, że publikujemy z lekkim opóźnieniem, ale staramy się godzić życie codzienne z wyjazdami i publikowaniem. Jeżeli chcecie wiedzieć na bieżąco, co u nas, śledźcie nas na Facebooku i Instagramie!

PPS W międzyczasie uruchomiłam swój autorski profil instagramowy, który znajdziecie TUTAJ. Zapraszam do zaglądania ze mną! 😉

 

Wyświetl ten post na Instagramie.

 

Post udostępniony przez Ola (@zagladam.w.okna)

 

Dodaj komentarz